12 września 2012

Subiektywny przewodnik po książkach, część 4

Myślę, że już czas na recenzję, choć miałam w planach jeszcze dwa przepisy z nowej książki. Przepisy będą pewnie w przyszłym tygodniu, bo dopiero w weekend uda mi się je wykonać. Niezdecydowani poczekają więc na kolejne propozycje, a część z Was może już po ostatnich publikacjach się przekonała? Być może pomocna okaże się także dzisiejsza recenzja. 

Źródło: Amazon.co.uk



Mowa o nowej książce autorstwa jednego z moich ulubieńców Hugh Fearnley-Whittingstall'a. Trzy dobre rzeczy na talerzu - czy to brzmi banalnie? Nie mylcie tego przypadkiem z przepisami z trzema składnikami. To nie o to chodzi. Hugh sięgnął bowiem po formułę wymieszania w jednym daniu trzech składników o odmiennych smakach, czy konsystencji, aby stworzyć krótkie przepisy (ale nie trzyskładnikowe; oprócz tych trzech głównych występują też inne) niewymagające ani wymyślnych składników (często składniki są bardzo skromne), ani godzin przygotowania czy specjalistycznego sprzętu. Podczas lat swojej pracy, eksperymentowania w kuchni Hugh poznał tyle możliwych kombinacji składników, że zdążył już sprawdzić, co działa, a co niekoniecznie warte jest łączenia. I to co wg niego ze sobą dobrze współgra przedstawił w tej książce w formie 175 przepisów. 

Są kombinacje tak oczywiste, że nawet się nad nimi nie zastanawiamy, wśród klasyków na pewno są chrupiąca ryba w panierce, tłuste frytki i kremowy groszek; kwaśne owoce pod kruszonką z sosem waniliowym; sconesy, kremówka i kwaskowy dżem; czekoladowe ciasto z karmelem i odrobiną soli; tostowany chleb z roztopionym serem i słoną szynką. Słodkie, słone i chrupiące. Wyraziste, bogate, kruszące się. Liczba trzy ma w sobie jakąś magię, coś z mistycyzmu, jak się okazuje także w kuchni. 

W książce podzielonej na kilka działów (sałatki, startery i zupy, przekąski i dodatki, dania warzywne, dania z rybami, dania z mięsem, dania z makaronem i ryżem, owocowe przekąski, desery - treats to nie dosłownie desery, to coś na pocieszenie, na poczęstunek, ugoszczenie, w tym rozdziale moim zdaniem mógłby znaleźć się z powodzeniem cały poprzedni z owocami i wtedy nazywać się powinien "desery") podaje konkretne przepisy na dania, w których trzy kluczowe składniki tworzą udaną kompozycję, ale także podaje pod przepisami alternatywy - zamienniki i dodatkowe składniki do rozbudowania przepisu. Dla osoby, która nie wymaga prowadzenia w kuchni za rękę i chce sama poeksperymentować, to jest świetna idea! 

Hugh zaznacza także we wstępie, że to kuchnia i jest tam miejsce na dużą elastyczność, proponuje eksperymentowanie, zamianę składników na inne, nawet niesprecyzowane w książce, podążając tylko ogólnymi wytycznymi (np. zamiana jednego chrupiącego warzywa na inne chrupiące) i zaznacza, że to może świetnie zadziałać, ale może też być kompletną klapą. Tu jest pole do improwizacji. 

Jeśli jednak nie chcecie improwizować, lubicie krótkie i konkretne przepisy, to ta książka też jest dla Was. Być może po jej lekturze otworzą się dla Was nowe drzwi kuchennej przygody?  

Poza tym książka jest przepięknie wydana. Ale szczerze mówiąc nie przypominam sobie książki wydanej przez to wydawnictwo, która by mi się nie podobała od strony graficznej. Fotografie kulinarne są minimalistyczne, rustykalne, Simon Wheeler po raz kolejny współpracuje z Hugh (jego zdjęcia są również w jednej z książek Hestona Blumenthala), a smaczku dodają ilustracje autorstwa Mariko Jesse, której prace możecie pamiętać z innej książki Hugh "River Cottage Everyday"

Jeśli jeszcze nie widzieliście przepisów na dania, które ja miałam niewątpliwą przyjemność wykonać, a potem jeszcze większą przyjemność zjeść, to zajrzyjcie:


Jeśli potrzebujecie więcej przykładów z tej książki, to w najbliższych dniach powinny pojawić się jeszcze co najmniej dwa - jeden na deser, a drugi na najdziwniejszą pizzę jaką widziałam w życiu. 



"Hugh's Three Good Things (on a plate)"

Wyd.  Bloomsbury Publishing Plc (sierpień 2012)

Twarda okładka, 416 stron

26 komentarzy:

  1. Co do zakupu: ja się łamię, bo jednak nie wiem, czy nie wygra nowa Nigella ;). A co do wydania/zdjęć: np. River C. Everyday była dla mnie pod tym względem rozczarowująca (chodzi głównie o jakość zdjęć - część jest hmmmm, dyskusyjna).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To zależy czego się oczekuje. Ja zauważyłam, że na przestrzeni lat zmienił mi się gust i to mocno. Jak widzę sznureczki, kokardki, rozsypane przyprawy, kwiatki i takie rzeczy w kadrze, to odpuszczam. Szukam ostatnio czegoś zupełnie innego. Te zdjęcia są hmm... takie dość surowe jeśli wiesz o co mi chodzi? Szczerze mówiąc nie pamiętam RCE, miałam kiedyś w ręku, ale w domu nie mam, więc się nie wypowiem. :)

      Usuń
    2. Zajrzyj do The Guardian, tam jest kilka fotografii z tej książki (i przepisów).
      http://www.guardian.co.uk/profile/hughfearnleywhittingstall

      Usuń
    3. A nie, to te foty są ok, takie jasne, proste, czyste. RCE jest wydana na takim lekko szarym papierze, więc zdjęcia też są takie przyszarzone, ale niekoniecznie im to dobrze zrobiło... Nie, że wszystkie są błe, ale część taka, że w ogóle potrawy nie widać (bo jest tylko garnek z parą czy ręce w ruchu nad ciastem), a część taka, że się zastanawiam, czy naprawdę nie było lepszych ujęć - sprawiają takie hm, amatorskie wrażenie. Do podglądu na Amazonie wybrali te ładniejsze :)

      Usuń
    4. Czy z ładnymi zdjęciami, czy nie książki Hugh powędrowały z dołu listy życzeń na samą jej górę. :)

      Usuń
  2. No i masz: mialam nie kupowac wiecej ksiazek kulinarnych, ale mysle, ze tej sie nie opre :) Proste przepisy z latwo dostepnych skladnikow, ktore prawie zawsze sa pod reka, to wlasnie to, co lubie najbardziej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie ma takiej opcji, jak niekupowanie książek kulinarnych, ha, ha! Możesz wytrzymać miesiące, ale w końcu coś kupisz. :D A ta naprawdę jest warta każdego pensa. W ten weekend robię kolejne dwa przepisy, nie pamiętam kiedy tak ostatnio miałam z inną książką...

      Usuń
  3. Kojarzę gościa z telewizyjnego programu River Cottage, czy jakoś tak. Robi bardzo dobre wrażenie, sympatyczny gość :0)
    Rafał

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, to "River Cottage", było już dużo serii różnych różnistych i każda mi się szalenie podobała. Jego przepisy, podejście do jedzenia są mi bardzo bliskie. :) Gość sympatyczny, a jako przedstawiciel typowej upper class o dziwo jest bardzo, jak to Anglicy mówią "down to earth". :)

      Usuń
  4. Fajna, rzetelna recenzja :) zachęciła do zakupu bardzo :)

    OdpowiedzUsuń
  5. ja, jak zwykle, czekam na deser ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Będę robić jutro, więc na blogu pokaże się pewnie tuż przed moim urlopem (mam nadzieję!).

      Usuń
  6. o ile dokładnie przeczytałam książki z serii River Cottage, ale niewiele z nich robiłam, o tyle w tej książce przestałam nawet zaznaczać przepisy, które chciałabym zrobić. Jest ich zbyt wiele. Najmniej interesują mnie desery, choć wcale nie jest powiedziane że zdania nie zmienię. Simon Wheeler świetnie stylizuje potrawy i robi doskonałe zdjęcia. To estetyka która jest mi bliska.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja nie mam żadnej z jego poprzednich książek, ale to się zmieni. robiłam natomiast wiele przepisów, które widziałam w TV i które pojawiały się w sieci lub w The Guardian. I wszystkie szalenie mi smakowały. Mnie też teoretycznie najmniej interesują desery, ale jak zobaczyłam dwa ostatnie rozdziały, to myślę, że jednak zrobię wyjątek i zacznę przerabiać te słodkie przepisy, szczególnie te owocowe, większość wydaje mi się super prosta.

      Usuń
  7. Pamiętam, gdy namawiano Cię na f. Kuchnia, byś zaczęła pisać blog. Bardzo dobrze się stało, że się zgodziłaś! :-)
    Lubię tu zaglądać!
    Pozdrowienia!
    Anka
    PS Może nie na temat, ale nie miałam gdzie umieścić.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo Ci dziękuję za miłe słowa. :) Cieszę się, że mam swoją przestrzeń, szkoda, że tak długo czekałam. :) Pozdrawiam ciepło.

      Usuń
  8. Jajka pieczone z pomidorami - strzał w dziesiątkę w deszczowy poranek. Szkoda tylko, że nie potrafię zrobić jajka z płynnym żółtkiem, zawsze przegapiam właściwy moment (po 5 minutach białko wciąż nie było ścięte). Ale i tak było pyszne :-) A przepis na zupę to coś, czego potrzebowałam, pomidory właśnie się pieką, dzięki!

    Aldo

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. BARDZO się cieszę, że spróbowałaś i że Ci smakowało. Dziękuję, że zadałaś sobie trud i dałaś znać, to dla mnie bardzo ważne. :)

      Usuń
  9. Zupa jest wspaniała. Warto się pomęczyć z przecieraniem pomidorów przez sito. Pycha.

    Aldo

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Prawda? Cała magia w tych pomidorach. :) Cała przyjemność po mojej stronie, szalenie się cieszę, że smakowało.

      Usuń

Wściubisz nochal? Będzie mi bardzo miło, jeśli zostawisz po sobie ślad. Zapraszam i pozdrawiam! :)